Strona główna forum Słucham muzyki klasycznej Dyskusja ogólna

Wszystko co interesuje słuchaczy muzyki klasycznej; tematy, które nie pasują do innych działów

Ulubiona epoka.

Średniowiecze
0
Brak głosów
Renesans
1
5%
Barok
3
14%
Klasycyzm
2
9%
Romantyzm
11
50%
Neoromantyzm
2
9%
Szkoła Narodowa
0
Brak głosów
Współczesność
3
14%
 
Liczba głosów : 22

Re: Ulubiona epoka.

Postprzez Tezeusz » niedziela, 11/02/18, 11:57

zn21 napisał(a):spokojnie i do romantyzmu też dojrzeje.


Wydawało mi się, że z romantyzmu tylko się wyrasta.
https://rateyourmusic.com/~Bragadino
https://www.last.fm/pl/user/BiskupMorski
Avatar użytkownika
Tezeusz
Znawca
Znawca
 
Posty: 800
Płeć: mężczyzna
Rok urodzenia: 1990

Re: Ulubiona epoka.

Postprzez zn21 » niedziela, 11/02/18, 12:06

Einstein już dawno odkrył teorie względności, która o dziwo i na muzyce klasycznej się sprawdza. :ok:
Avatar użytkownika
zn21
Miłośnik
Miłośnik
 
Posty: 130
Skąd: Mysłowice
Płeć: mężczyzna
Rok urodzenia: 1968

Re: Ulubiona epoka.

Postprzez kaloryferarz » niedziela, 11/02/18, 13:46

Tezeusz napisał(a):Swojego zdania czy swoich uprzedzeń?


Myślę, że w kwestiach tzw. gustu uprzedzenia też grają sporą rolę. W Polsce trudno jest nie słyszeć Chopina, co chwilę się o nim gdzieś mówi i gra.
Czajkowski w naszym kraju też się przewija. Do tego trochę Moniuszko, Wieniawskiego, Straussa i tych co większych kompozytorów. I tyle.
Nigdy nie zasłuchiwałem się w romantyzmie. Czekam, może sama do mnie ta epoka przemówi. Kwestia gustu. Był czas kiedy dość sporo słuchałem
nokturnów Chopina, nawet zaczynały mi się utrwalać w pamięci. Ale potem gdzieś to się rozeszło po kościach i od ok 3-4 lat już ich nie słucham wcale.
Nie wiem czemu, to się samo dzieje.
kaloryferarz
Miłośnik
Miłośnik
 
Posty: 197
Płeć: mężczyzna
Rok urodzenia: 1985

Re: Ulubiona epoka.

Postprzez Prem » poniedziałek, 7/10/19, 09:49

Współczesność. Z zastrzeżeniem, że w tej epoce jest najwięcej badziewia nie dającego się słuchać. Ale jak się to odfiltruje i zostawi to, co da się słuchać, to właśnie współczesność.
Najniżej notowany jest u mnie późny romantyzm i renesans (ten drugi nie bardzo wiem, dlaczego).
Prem
Adept
Adept
 
Posty: 22
Skąd: Olsztyn
Płeć: mężczyzna
Rok urodzenia: 1965

Re: Ulubiona epoka.

Postprzez kamski » poniedziałek, 7/10/19, 18:45

Prem napisał(a):Z zastrzeżeniem, że w tej epoce jest najwięcej badziewia nie dającego się słuchać. Ale jak się to odfiltruje i zostawi to, co da się słuchać, to właśnie współczesność.
Z pierwszym zdaniem zgadzam się w 100%. Z drugim zdaniem już zgodzić się nie mogę ani trochę.
Avatar użytkownika
kamski
Meloman
Meloman
 
Posty: 251
Płeć: mężczyzna

Re: Ulubiona epoka.

Postprzez Prem » niedziela, 13/10/19, 20:19

A słuchałeś Strawińskiego? Szostakowicza? Messiaena? Że wymienię tylko tych największych.
To chyba temat na osobny wątek, dlaczego muzyka współczesna ma tak niskie notowania, co chyba jest czymś nowym w skali dziejów naszej kultury. Może taki wątek już był, ale ja jeszcze się do niego nie doczytałem?
Prem
Adept
Adept
 
Posty: 22
Skąd: Olsztyn
Płeć: mężczyzna
Rok urodzenia: 1965

Re: Ulubiona epoka.

Postprzez hymnkus » poniedziałek, 14/10/19, 00:18

Kilka uwag- po pierwsze ani Strawiński ani Szostakowicz ani Messiaen to nie jest muzyka współczesna. Strawiński zmarł blisko pięćdziesiat lat temu (1971), Messiaen blisko trzydzieści (1992) więc nie bardzo rozumiem co mają oni wspólnego z Nową Muzyką A.D 2019r. Zestawienie obok tych dwóch genialnych kompozytorów Szostakowicza to kompletne nieporozumienie, bo poza kilkoma wczesnymi kompozycjami Szostakowicz jest doskonałym przykładem tonalnej hucpy, która niestety była i jest nadal uprawiana przez kilku hochsztaplerów z Arvo Partem na czele.
Twierdzenie, że muzyka współczesna ma niskie notowania jest też dyskusyjne, biorąc bowiem pod uwagę kontekst historyczny to Nowa Muzyka (awangarda) zawsze miała pod górkę.Pojawienie się w XIV wieku ARS NOVA wraz z towarzyszącymi temu nurtowi skrajnie awangardowymi środkami wyrazu jakimi była izorytmia, polifonia, kontrapunkt czy wykorzystywanie dysonansu było nie do przyjęcia dla zwolenników Ars Antiqua. Na przełomie XVI/XVII wieku krytykowana była Nowa Muzyka Monteverdiego Bibera czy Gesualda di Venosy. I końcu rewolucja jaką przyniósł romantyzm była dla ówczesnych słuchaczy czy krytyków trudna do zaakceptowania. Wiele kompozycji Beethovena na czele z III czy IX symfonią, późnymi kwartetami smyczkowymi była przez publiczność odrzucana. To samo można powiedzieć o muzyce Schuberta, której za życia kompozytora, słuchała garstka jego przyjaciół. No i w końcu rewolucyjna i awangardowa twórczość Chopina miała niezwykle niskie notowania u ówczesnych bywalców salonów Europy Zachodniej. Świetnie o tym mówi wybitny polski pianista Maciej Grzybowski Cytuję "Sztuka tworzona współcześnie zawsze była trudna. Chyba że wyłącznie żerowała na tradycji, odtwarzała ją. Chopin, który dla nas jest klasykiem stylu romantycznego, w swoich czasach był odsądzany od czci i wiary. W Paryżu pisano o nim jako o epatującym dysonansami „barbarzyńcy ze Wschodu”. Septymy i nony pojawiające się w jego „dzikich” mazurkach były dla ówczesnej publiczności czymś szokującym i nieprzyswajalnym. Gdyby Chopin pisał muzykę w stylu Bacha lub Mozarta, to i tak wolelibyśmy oryginały, a dziś mało kto pamiętałby o nim samym. Można też powiedzieć, że współczesna muzyka – czy sztuka – jest trudna, ponieważ opisuje świat współczesny, a on nigdy nie był i nie jest rajem. tu link do całego wywiadu http://warszawa-stolica.pl/muzyka-wspol ... -byc-musi/.
A poza tym nasi jada na Euro 2020 więc coś na te okazję https://youtu.be/GrI0N654kAI
Avatar użytkownika
hymnkus
Słuchacz
Słuchacz
 
Posty: 47
Płeć: mężczyzna
Rok urodzenia: 1984

Re: Ulubiona epoka.

Postprzez Prem » poniedziałek, 14/10/19, 14:13

Jaka muzyka może być uznana za współczesną, to też dłuższy temat. Jeszcze pamiętam, jak na Festiwalu Muzyki Współczesnej Warszawska Jesień prezentowane były utwory Bartoka, Strawińskiego, Scelsiego. Nie pamiętam dokładnie, kiedy to było, ale ten Bartok był nie wcześniej niż w latach 90, a Scelsi w tym stuleciu. To prawda, że muzyka nowa nigdy nie miała łatwo. Ale przebijała się do świadomości zazwyczaj dość szybko - III Symfonia Beethovena jeszcze za jego życia była uznawana za arcydzieło, muzyka romantyczna też nie potrzebowała zbyt wiele czasu. Tymczasem dla wielu, chyba większości obecnych słuchaczy, muzyka sprzed pół wieku, a czasami jeszcze wcześniejsza, jest nie do przyjęcia i trudno ją w ogóle nazwać muzyką. Pamiętam komentarze w latach 90 w mojej filharmonii, kiedy zespół wśród kilku dzieł wykonał utwór Bacewiczówny. Dla wielu słuchaczy to po prostu nie była muzyka. Dla wielu nadal nie jest, a minęło już znacznie więcej czasu, niż potrzebowała większość utworów Beethovena, Schuberta,Chopina, Monteverdiego.
Co do Szostakowicza nie mogę się zgodzić. Nie wszystkie jego dzieła są udane, ale ogólnie był to geniusz. Chociażby jego 3 ostatnie symfonie - coś wspaniałego.
Prem
Adept
Adept
 
Posty: 22
Skąd: Olsztyn
Płeć: mężczyzna
Rok urodzenia: 1965

Re: Ulubiona epoka.

Postprzez hymnkus » wtorek, 15/10/19, 09:08

Scelsi to zupełnie inna bajka niż Bartok i Strawiński. Został odkryty właśnie w latach dziewięćdziesiątych, w momencie gdy pojawił się spektralizm i rezonans jego muzyki jest obecnie znacznie większy niż tych dwóch pierwszych.
Poza tym chciałem zauważyć, że wiele utworów Beethovena czy Chopina za ich życia było uznanych za arcydzieła, ale tak samo za arcydzieła były bardzo szybko uznane kompozycje wielu czołowych przedstawicieli powojennej awangardy więc argument jest raczej nietrafiony I żeby było ciekawiej to ich kompozycje jak i kompozycje wielu modernistycznych kompozytorów obecnie żyjących trafiają do znacznie szerszego grona słuchaczy niż muzyka Beethovena czy Chopina, którą za ich życia słuchała garstka ludzi. Zresztą popatrz na ilość odsłon chociażby tu https://youtu.be/SZazYFchLRI czy tu https://youtu.be/71hNl_skTZQ czy tu https://youtu.be/Dp3BlFZWJNA.
Być może dla wielu ludzi Stockhausen czy Beat Furrera są nie do słuchania, piszący tu Kamski deklarował , ze dla niego nie do słuchania są kwartety smyczkowe Beethovena (w wątku na tym forum "Czy macie jakiś utwór którego nie..."). O czym to świadczy - o tym, że muzyka kwartetowa Beethovena jest kiepska czy o tym, że kolega Kamski jest po prostu mało osłuchany? Generalnie sporo jeżdżę po Europie, często bywam na koncertach filharmonicznych w Niemczech czy Wielkiej Brytanii , gdzie obok klasyków romantyzmu grani są Nono, Xenakis jak i Mark Andre czy Stefan Prins i jakoś nikt się na to nie krzywi. Zresztą przeanalizuj repertuar PROMS-ów, festiwalu, który ma promować muzykę klasyczną wśród szerokiej publiczności. Przecież jest tam mnóstwo kompozycji,współczesnych i klasyki XX wieku: Stockhausena Berio Bouleza, Birtwistla i publiczność w popłochu nie opuszcza koncertów, co wielokrotnie osobiście mogłem obserwować. W marcu tego roku miałem przyjemność usłyszeć w Filharmonii Berlinskiej Melodien Lachenmanna obok II symfonii Schumanna i entuzjazm berlińskiej publiczności jaki miał miejsce po wykonaniu kompozycji Lachenmanna był znacznie większy niż przy klasyku romantyzmu. A że są nieraz też takie reakcje na klasyków XX wieku na jakie natrafiłeś w swojej filharmonii...cóż...snobistyczna, prowincjonalna i mało wyrobiona publiczność z syndromem inżyniera Mamonia wszędzie się zdarza, ale takie reakcje świadczą tylko o wielkości muzyki Bacewicz.Sztuka zawsze była elitarna więc i ten argument jest słaby. Dla większości społeczeństwa tak samo jak Bacewicz nie do słuchania jest Schubert, bo wolą muzaka a,la Lady Gaga. Ale większość ludzi nie czyta też książek....
A Szostakowicz niestety nie był żadnym geniuszem. Tworzył ciekawe kompozycje na początku swojej kariery. Potem, pod wpływem socrealizmu komponował muzykę a w zasadzie antymuzykę niezwykle wtórną i banalną a wspomniane przez Ciebie kompozycje są świetną egzemplifikacją czegoś co poprzez brak artyzmu przeciwstawia się sztuce i w rzeczywistości jest kiczem.
Avatar użytkownika
hymnkus
Słuchacz
Słuchacz
 
Posty: 47
Płeć: mężczyzna
Rok urodzenia: 1984

Re: Ulubiona epoka.

Postprzez kamski » wtorek, 15/10/19, 14:08

Prem napisał(a):A słuchałeś Strawińskiego? Szostakowicza? Messiaena? Że wymienię tylko tych największych.
To chyba temat na osobny wątek, dlaczego muzyka współczesna ma tak niskie notowania, co chyba jest czymś nowym w skali dziejów naszej kultury. Może taki wątek już był, ale ja jeszcze się do niego nie doczytałem?
Strawiński jest dla mnie "nie do strawienia" ;)
Lubię koncerty fortepianowe Szostakowicza, suity i miniatury. Jego "wielka" muzyka symfoniczna nie przemawia do mnie kompletnie.
Nie znam Messiaena.
Oczywiście, że ponawiam próby, nie zamykam się, ale wynik zawsze jest identyczny: odbijam się od tej współczesności jak od ściany. Gdzieś tam w pierwszej połowie XX wieku wraz z odejściem Rachmaninowa, Sibeliusa, Ravela postawiłbym granicę, gdzie dla mnie słuchalność się skończyła. A gwoli precyzji: nie skończyła, lecz spadła do poziomu minimalnego, bo nie potrafię sobie odmówić przyjemności z okazjonalnego słuchania Góreckiego, Barbera, Vaughna Willliamsa, czy nawet Orffa lub Bernsteina. Są to jednak naprawdę pojedyncze opusy. Dlatego śmiało całą współczesność bez wahania oceniam negatywnie.

hymnkus napisał(a): Być może dla wielu ludzi Stockhausen czy Beat Furrera są nie do słuchania, piszący tu Kamski deklarował , ze dla niego nie do słuchania są kwartety smyczkowe Beethovena (w wątku na tym forum "Czy macie jakiś utwór którego nie..."). O czym to świadczy - o tym, że muzyka kwartetowa Beethovena jest kiepska czy o tym, że kolega Kamski jest po prostu mało osłuchany?

Tak, mam taką niezmienną opinię, pomimo znajomości prawie całej twórczości Beethovena.
Nie rozumiem próby forsowania w tym tak arbitralnego powodu. Muzyka kwartetowa Beethovena ma swoją wartość, doceniają ją znawcy muzyki, nie miałbym czelności tego podważać.
Ale tak samo nie potrafię zrozumieć dlaczego sugerujesz mój brak osłuchania? Czy brak doceniania czegoś, co się podoba Tobie lub innym, musi oznaczać brak osłuchania? Jesteś przekonany, że kazdy słuchacz potrzebuje dostatecznie dużo osłuchania, aby wreszcie coś docenić? Moim zdaniem - nie. Po prostu człowiek ze swojej natury jest skazany na podążanie za swoim gustem, czyli czymś, co nie da się ściśle matematycznie opisać i wtłoczyć w schemat typu: zdobycie określonej wiedzy dziedzinowej oraz poznanie określonego wachlarza dźwiękowego skutkuje zrozumieniem i docenieniem muzyki danego kompozytora.
Dlatego moja odpowiedź na Twoje powyższe pytanie: ani jedno, ani drugie. Moja propozycja to rozszerzyć horyzont i poszukać innego wytłumaczenia niż alternatywy: "albo muzyka jest kiepska albo słuchacz nieosłuchany".

hymnkus, piszesz o ofercie filharmonicznej w popularnych salach koncertowych. Akurat BBC Proms jest mi bliski i też w miarę orientuję się w ich corocznym programie. Jednak poaptrz na to wszystko z szerszej perspektywy: muzyka współczesna nieustannie przegrywa z wcześniejszymi epokami, pomimo upływu dekad w salach nie gra się tej muzyki współczesnej tak wiele. Oczywiście dyrektorzy programowi czy pasjonaci nieodkrytych lub niespopularyzowanych jeszcze współczesnych kompozytorów wykonują częśto gigantyczną pracę w tym zakresie. Chcą zaszczepiać w słuchaczach sympatię do współczesności, ale to jest wciąż jednak margines. Pod tym względem publiczność jest konserwatywna. Najbardziej cenione festiwale są zdominowane przez kompozytorów z poprzednich epok. Generalnie 17, 18 i 19 wiek (plus kilku kompozytorów z 20 wieku) dzieli i rządzi bez ustanku na rynku muzyki poważnej.
Avatar użytkownika
kamski
Meloman
Meloman
 
Posty: 251
Płeć: mężczyzna

Re: Ulubiona epoka.

Postprzez Prem » wtorek, 15/10/19, 15:34

Wychodzi na to, że granicą, która dla wielu jest nie do przeskoczenia, jest odejście od systemu dur-moll.
Nie będę ukrywał, że ze mną długo było tak samo.
Prem
Adept
Adept
 
Posty: 22
Skąd: Olsztyn
Płeć: mężczyzna
Rok urodzenia: 1965

Re: Ulubiona epoka.

Postprzez Chiarodiluna » wtorek, 15/10/19, 23:08

[ 1 ]

Prem napisał(a):Tymczasem dla wielu, chyba większości obecnych słuchaczy, muzyka sprzed pół wieku, a czasami jeszcze wcześniejsza, jest nie do przyjęcia i trudno ją w ogóle nazwać muzyką. (...) Dla wielu nadal nie jest, a minęło już znacznie więcej czasu, niż potrzebowała większość utworów Beethovena, Schuberta,Chopina, Monteverdiego. (...) Wychodzi na to, że granicą, która dla wielu jest nie do przeskoczenia, jest odejście od systemu dur-moll.


Ten z goła dalece surowy osąd, wydaje mi się jednakże bardzo prawdziwym. Choć pewnie można dowieść i nawet hymnkus tego dokonał powołując się na czasopisma naukowe, że ograniczenia i stereotypy poznawcze tkwią w umyśle odbiorcy, a preferencje muzyczne są narzucane przez środowisko otaczające i obowiązującą kulturę:

https://www.wiz.pl/8,357.html#

oraz dyskusja na: Koncerty i inne wydarzenia / Koncerty specjalne i festiwalowe w Warszawie (wybrane) [3,4]

[ 2 ]

kamski napisał(a):Gdzieś tam w pierwszej połowie XX wieku wraz z odejściem Rachmaninowa, Sibeliusa, Ravela postawiłbym granicę, gdzie dla mnie słuchalność się skończyła.


Dla mnie, zwolennika Romantyzmu i Neoromantyzmu, także się skończyła, także jednak z wyjątkami. Ale te wyjątki potwierdzają tylko ogólną prawidłowość i regułę. A nadmiernie ambitne promowanie muzyki współczesnej może potencjalnie pogarszać skrajnie trudną sytuację muzyki klasycznej w świadomym jej rozumieniu i świadomym zainteresowaniu tą dziedziną sztuki u audytorium.

[ 3 ]

hymnkus napisał(a):Kamski deklarował , ze dla niego nie do słuchania są kwartety smyczkowe Beethovena


Trochę zabawne, ale dla mnie także. Chyba, że coś mylę. Generalnie mnie także nużyła ta kameralistyka Beethovena. Pamiętam, że wyrwało mnie z marazmatycznego letargu tylko coś, co nagle zaczęło nieco przypominać Symfonię "Eroica". A potem słaby płomyk zgasł na dobre. Jest bowiem takie dzieło kameralne, gdzie owa „Eroica” wyraźnie pobrzmiewa, ale nie pamiętam jaki to był opus.

[ 4 ]

kamski napisał(a):Strawiński jest dla mnie "nie do strawienia"


Nawet dla mnie - zwolennika Romantyzmu i Neoromantyzmu - osąd ten wydaje się ponad miarę kategoryczny, chociaż ‘emotionka’, którą dostrzegam wielce koryguje sam suchy tekst.

Dla mnie bardzo cenna jest jego inicjatywa, której manifestem programowym była „Pulcinella” z 1920 roku:


Chodzi mi oczywiście o Neoklasycyzm - twórcze nawiązywanie do przeszłości, włączenie minionych wzorców do nowoczesnego systemu techniki komponowania, przepuszczenie osiągnięć Klasycyzmu przez filtr modernistyczny, zmniejszenie dysonansu między dawnymi formami opartymi na systemie Dur-moll, a nowoczesnym językiem muzycznym, a nawet wyraźna opozycyjność względem mojego Romantyzmu. Tylko, czy tutejsi znawcy współczesności zechcą zaliczyć to zjawisko muzyczne, trwające bez mała przez 50 lat począwszy od 1920 roku, także za muzykę współczesną ? Pewnie nie. Jakże bowiem odmienna jest Muzyka Współczesna od zachwycającej mnie „Pulcinelli”, a zwłaszcza od I. Symfonii „Klasycznej” Sergiusza Prokofiewa, oznakowanej notabene w starym systemie jako D-dur.
Romanticism is not dead, ...i hope.
Avatar użytkownika
Chiarodiluna
Miłośnik
Miłośnik
 
Posty: 199
Skąd: Warszawa
Płeć: mężczyzna

Re: Ulubiona epoka.

Postprzez hymnkus » środa, 16/10/19, 02:28

W zasadzie to podając link do artykułu z Wiedzy i Życia Chiarodiluna zwolnił mnie z ponownego powoływania się na niego. Polecam go przeczytać, bo wiele kwestii jest tam wyjaśnionych.
Natomiast co do wpisu Kamskiego to ja naprawdę spojrzałem na kwestie recepcji muzyki współczesnej z dość szerokiej perspektywy zaczynającej się na wykonaniach I to dość częstych arcydzieł XX wiecznej moderny przez najlepsze orkiestry i najlepszych dyrygentów w najlepszych salach koncertowych, które słyszałem osobiście, a kończąc na podaniu przykładów ponadmilionowych odsłonięć muzyki współczesnej na YT. Takich przykładów mógłbym podać jeszcze więcej jak chociażby pustawe sale koncertowe w filharmonii wrocławskiej podczas grania Eroiki Beethovena w 2010 roku i wysprzedane na kilka tygodni do przodu bilety na koncert EllectroVoce we wrocławskim NFM w 2015 roku, puściutka salę Oratorium Marianum w 2002 roku podczas koncertu Konrada Junghänego i Cantus Cölln, gdzie ta świetna formacja prezentowała diamenciki wczesnego niemieckiego baroku (a na sali było łącznie ze mną dwanaście osób) i pękającą w szwach starą wrocławską filharmonie podczas wykonywania genialnego Pianophonie Serockiego.
Na całe szczęście Kamski próbujesz cały czas wejść we współczeche i jest to pozytywne, bo moje własne doświadczenia na początku to również było odbijanie się od ściany i sluchanie Góreckiego, którego zresztą dzisiaj nie trawię ( oczywiście poza wczesnymi kompozycjami).
A tak na marginesie to jakiś czas temu podałem Ci link do II symfonii Pendereckiego.Jestem ciekaw Twojej opini o tym dziele
tu ponownie link do Ninateki bo wersje na YT są kiepskiej jakości https://ninateka.pl/audio/ii-symfonia-wigilijna
Avatar użytkownika
hymnkus
Słuchacz
Słuchacz
 
Posty: 47
Płeć: mężczyzna
Rok urodzenia: 1984

Re: Ulubiona epoka.

Postprzez Prem » środa, 16/10/19, 12:20

Co do tego nielubienia kwartetów Beethovena, to miałbym prostsze wyjaśnienie: każdy ma coś, czego nie lubi, nie potrafiąc podać racjonalnego powodu. Ja na przykład nie mogę długo słuchać preludiów chorałowych Bacha, choć nie kwestionuję ich wielkości.
A ponieważ wątek dotyczy ulubionych epok, więc wracając do tematu: Jestem wychowany na klasycyźmie i muzyce Mozarta. Mozart w dalszym ciągu jest moim kompozytorem nr 1 i to się chyba nie zmieni, ale klasycyzm, poza najlepszymi przykładami, przestał mnie fascynować już dawno. Dziś, poza tym, że najchętniej słucham Mozarta i dobrej muzyki współczesnej (której w większości przypadków bym nie odnalazł gdyby nie internet), nie mam ulubionej epoki. Mam nielubiane, ale o tym napiszę w tamtym wątku.
Wydaje mi się, że każda epoka miała swoje dzieła i twórców wybitnych i każda miała mnóstwo kiczu. Część tego kiczu próbuje się lansować jako odkrywanie nieznanej muzyki. Niestety jest pewna smutna prawidłowość: Kicz dawny daje się słuchać, ze znudzeniem lub jako szum w tle. Im później, tym bardziej ten kicz nie nadaje się do słuchania w ogóle.
Prem
Adept
Adept
 
Posty: 22
Skąd: Olsztyn
Płeć: mężczyzna
Rok urodzenia: 1965

Re: Ulubiona epoka.

Postprzez Tezeusz » środa, 16/10/19, 13:02

Chciałbym częściej chodzić do filharmonii i słuchać muzyki poważnej na żywo, lecz na ogół nie warto tego robić. Prawie wszędzie programy są niemal takie same, a muzykę Szopenów i Betowenów wystawia się stutysięczny raz, przez co taka z niej atrakcja, jak z trupa Lenina. To są właśnie programy dla ludzi, którzy "kierują się swoim gustem", a przynajmniej tak im się wydaje. W rzeczywistości to ograniczenie, lenistwo i spoczywanie na laurach.
https://rateyourmusic.com/~Bragadino
https://www.last.fm/pl/user/BiskupMorski
Avatar użytkownika
Tezeusz
Znawca
Znawca
 
Posty: 800
Płeć: mężczyzna
Rok urodzenia: 1990

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Dyskusja ogólna